Rynek pracy
Rynek pracy w Polsce: kto naprawdę szuka pracowników?
Bezrobocie poniżej 3 proc., a mimo to w wielu branżach zrekrutowanie pracownika zajmuje miesiące. Jak to możliwe?

Niskie bezrobocie nie znaczy brak problemów na rynku pracy
Stopa bezrobocia w Polsce od kilku lat należy do najniższych w Unii Europejskiej. Brzmi to jak sukces — i pod pewnymi względami jest. Ale za tą liczbą kryją się głębokie nierówności sektorowe. W budownictwie, logistyce i branży IT braki kadrowe są strukturalne — wynikają nie z chwilowego spowolnienia rekrutacji, lecz z długoterminowego niedopasowania podaży wykształconych pracowników do popytu rynku. Jednocześnie w niektórych zawodach administracyjnych i handlowych liczba kandydatów na jedno ogłoszenie nadal przekracza kilkanaście osób. Rynek pracy w Polsce nie jest jednolity — jest mozaiką kilkudziesięciu mikrorynków branżowych, które zachowują się bardzo różnie. Dane Eurostatu i GUS za 2024 rok to potwierdzają: wskaźnik wakatów w sektorze IT był sześciokrotnie wyższy niż średnia krajowa.
Płace rosną — ale nie wszędzie jednakowo
Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw przekroczyło w 2024 roku 8 500 zł brutto. Ale ta średnia ukrywa ogromne rozpiętości. Specjalista ds. cyberbezpieczeństwa zarabia w Warszawie trzy razy więcej niż sprzedawca w małym mieście na wschodzie Polski, choć obaj są uwzględnieni w tej samej statystyce. Najszybciej rosną płace w obszarach, gdzie braki kadrowe są najsilniejsze: fintech, medycyna, zawody techniczne. W usługach i handlu wzrosty płac są realne, ale wolniejsze — co przy wciąż podwyższonej inflacji usługowej oznacza, że siła nabywcza tych pracowników rośnie wolniej. Warto też obserwować migrację zarobkową: napływ pracowników z Ukrainy i innych krajów łagodzi braki w logistyce i przetwórstwie, ale nie zastępuje wykwalifikowanych inżynierów czy lekarzy. W kolejnych artykułach przyjrzymy się bliżej poszczególnym sektorom.
